Dla mnie zima, w momencie kiedy nie jestem w górach i nie zjeżdżam z zaśnieżonych stoków, może nie istnieć. Może jej nie być, może nie być śniegu, a za oknem może być non stop słońce. Nawet święta bez śniegu, nie przerażają mnie.
Moje życie zmieni się diametralnie, po raz kolejny od roku, ponieważ zmieniamy miejsce zamieszkania. Wracamy bardziej na północ, ponieważ Kraków nas zawiódł. Uniwersytet Jagielloński, nie okazał się ziszczeniem marzeń, a jedynie smutną realną prawdą słuchaną z plotek od znajomych. No cóż, najwidoczniej nie jestem na tyle gruboskórna, jak zawsze mi się wydawało, aby dać sobą pomiatać ludziom. W maju uciekamy z TŻ do Wielkiej Brytanii, a potem od października, na studia do Gdańska. Pomimo tego, jak bardzo mocno chciałam uciec od Bydgoszczy, tak teraz najchętniej co weekend, wracałabym do domu.
Tak naprawdę, zawiodłam sama siebie i powiem Wam, że dla osoby tak ambitnej jak ja, jest to naprawdę duży zawód, tak też nie omal wpadłam w depresję poprzez siedzenie i martwienie się o przyszłość.
Na szczęście na ratunek przyszła wiosna i promyki przebijające się przez okno rano, dają mi dużo energii.
Tak więc siedzę, uczę się do matury, wypijam hektolitry kawy i życie staje się troszkę lepsze, kiedy w końcu podjęliśmy jakieś decyzje.
Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o kosmetyku, który towarzyszy mi od lat, chociaż momentami zdradzałam go, na rzecz wypróbowania innych kosmetyków, ale pomimo wszystko, zawsze pokornie wracam i dziękuję za to, że pomimo, że go porzucam, on jest mi wierny i służy tak samo jak na początku.
Mam na myśli najlepszy tusz do rzęs z jakim spotkałam się od lat, a mianowicie
MAYBELLINE - the COLLOSAL VOLUM' EXPRESS
Zdecydowanie z ręką na sercu, ten tusz o rzęs jest najlepszy na świecie, z tej półki cenowej, na którą stać każdą polską nastolatkę, jak i dorosłą kobietę.
Zalety:
- SZCZOTECZKA - z włosia, duża i okrągła. Każdy sobie z nią poradzi. Idealnie rozprowadza tusz po rzęsach, nie sklejając przy tym rzęs, nie robiąc grudek (NA KTÓRE JESTEM BEZAPELACYJNIE UCZULONA!) i idealnie rozczesując i podkręcając rzęsy.
- KONSYSTENCJA - konsystencja tuszu nie jest zbyt płynna, ale też nie jest zbita, jak w przypadku tuszu L'oreal 4D (NIE POLECAM, ZDECYDOWANIE NIE. Na początku, czyli przez pierwszy tydzień, tusz był naprawdę super, ale po tygodniu używania, a dbam o to, aby opakowanie było dokręcone do końca, stał się grudkowaty, strasznie zbity i nieprzyjemny w użyciu). Łatwo się rozprowadza, nie osypuje się i jest w stanie wytrzymać cały dzień.
- KOLOR - W wypadku tego wariantu, który dla mnie jest najlepszy, czyli z czarnym napisem, jest naprawdę super. Mega czerń, rzęsy pokryte w 100% na czarno. Nie jest to mdła czerń, a żywa.
- ALERGIA - niestety, moim problemem przy wyborze kosmetyków jest to, że na wiele mam uczulenie. Oczy mi puchną, łzawią, a na około pojawia się zaczerwienienie, ale nie w tym wypadku. Ten tusz, naprawdę nie powoduje żadnego z powyższych.
- CENA - zdecydowanie przystępna, chociaż ostatnio podskoczyła. Pamiętam, jak kupowałam pierwszy tusz za 17 złotych w promocji, teraz natomiast kupiłam za 25. No cóż, dla tego tuszu, jestem w stanie wydać zdecydowanie więcej.
WADY?
- BRAK - i to nie jest podlizywanie się, unoszenie go, lub jakiekolwiek namawianie. Zdecydowanie ten tusz nie ma was. Wytrzymuje próbę czasu, jest wydajny i wytrzymuje najbardziej ekstremalne warunki.
Polecam Wam go, z czystym sumieniem. Przypuszczam, że większość Was zna go z własnych kosmetyczek, ale chciałam ukazać Wam jedną z rzeczy, które naprawdę cenię. Już niedługo dostanę aparat i pokażę Wam zdjęcie przed i po pomalowaniu oka.
