piątek, 30 marca 2012

Wiosna!

I tak oto, nastała wiosna. Przetrwałam zimę, i naprawdę słowo przetrwałam, jest tu najlepszym określeniem.
Dla mnie zima, w momencie kiedy nie jestem w górach i nie zjeżdżam z zaśnieżonych stoków, może nie istnieć. Może jej nie być, może nie być śniegu, a za oknem może być non stop słońce. Nawet święta bez śniegu, nie przerażają mnie.
Moje życie zmieni się diametralnie, po raz kolejny od roku, ponieważ zmieniamy miejsce zamieszkania. Wracamy bardziej na północ, ponieważ Kraków nas zawiódł. Uniwersytet Jagielloński, nie okazał się ziszczeniem marzeń, a jedynie smutną realną prawdą słuchaną z plotek od znajomych. No cóż, najwidoczniej nie jestem na tyle gruboskórna, jak zawsze mi się wydawało, aby dać sobą pomiatać ludziom. W maju uciekamy z TŻ do Wielkiej Brytanii, a potem od października, na studia do Gdańska. Pomimo tego, jak bardzo mocno chciałam uciec od Bydgoszczy, tak teraz najchętniej co weekend, wracałabym do domu.
Tak naprawdę, zawiodłam sama siebie i powiem Wam, że dla osoby tak ambitnej jak ja, jest to naprawdę duży zawód, tak też nie omal wpadłam w depresję poprzez siedzenie i martwienie się o przyszłość.
Na szczęście na ratunek przyszła wiosna i promyki przebijające się przez okno rano, dają mi dużo energii.
Tak więc siedzę, uczę się do matury, wypijam hektolitry kawy i życie staje się troszkę lepsze, kiedy w końcu podjęliśmy jakieś decyzje.
Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o kosmetyku, który towarzyszy mi od lat, chociaż momentami zdradzałam go, na rzecz wypróbowania innych kosmetyków, ale pomimo wszystko, zawsze pokornie wracam i dziękuję za to, że pomimo, że go porzucam, on jest mi wierny i służy tak samo jak na początku.
Mam na myśli najlepszy tusz do rzęs z jakim spotkałam się od lat, a mianowicie
 MAYBELLINE -  the COLLOSAL VOLUM' EXPRESS


Zdecydowanie z ręką na sercu, ten tusz o rzęs jest najlepszy na świecie, z tej półki cenowej, na którą stać każdą polską nastolatkę, jak i dorosłą kobietę.
Zalety:
  • SZCZOTECZKA - z włosia, duża i okrągła. Każdy sobie z nią poradzi. Idealnie rozprowadza tusz po rzęsach, nie sklejając przy tym rzęs, nie robiąc grudek (NA KTÓRE JESTEM BEZAPELACYJNIE UCZULONA!) i idealnie rozczesując i podkręcając rzęsy.
  • KONSYSTENCJA - konsystencja tuszu nie jest zbyt płynna, ale też nie jest zbita, jak w przypadku tuszu L'oreal 4D (NIE POLECAM, ZDECYDOWANIE NIE. Na początku, czyli przez pierwszy tydzień, tusz był naprawdę super, ale po tygodniu używania, a dbam o to, aby opakowanie było dokręcone do końca, stał się grudkowaty, strasznie zbity i nieprzyjemny w użyciu). Łatwo się rozprowadza, nie osypuje się i jest w stanie wytrzymać cały dzień.
  • KOLOR - W wypadku tego wariantu, który dla mnie jest najlepszy, czyli z czarnym napisem, jest naprawdę super. Mega czerń, rzęsy pokryte w 100% na czarno. Nie jest to mdła czerń, a żywa.
  • ALERGIA - niestety, moim problemem przy wyborze kosmetyków jest to, że na wiele mam uczulenie. Oczy mi puchną, łzawią, a na około pojawia się zaczerwienienie, ale nie w tym wypadku. Ten tusz, naprawdę nie powoduje żadnego z powyższych.
  • CENA - zdecydowanie przystępna, chociaż ostatnio podskoczyła. Pamiętam, jak kupowałam pierwszy tusz za 17 złotych w promocji, teraz natomiast kupiłam za 25. No cóż, dla tego tuszu, jestem w stanie wydać zdecydowanie więcej.

WADY?
  • BRAK - i to nie jest podlizywanie się, unoszenie go, lub jakiekolwiek namawianie. Zdecydowanie ten tusz nie ma was. Wytrzymuje próbę czasu, jest wydajny i wytrzymuje najbardziej ekstremalne warunki. 
Polecam Wam go, z czystym sumieniem. Przypuszczam, że większość Was zna go z własnych kosmetyczek, ale chciałam ukazać Wam jedną z rzeczy, które naprawdę cenię. Już niedługo dostanę aparat i pokażę Wam zdjęcie przed i po pomalowaniu oka. 



czwartek, 1 marca 2012

Pustka jest radością - tak mówią w Tybecie.

Tak naprawdę, nie wiem co sobie myślałam pół roku temu.
Tak między Bogiem, a prawdą, idąc na kierunek studiów, byleby jakoś 'przebąkać' ten rok, powiedzieć rodzicom, że studiuję na UJ-ocie i wyprowadzić się w końcu ze swego rodzinnego miasta, z dala od kontroli i zakazów, zamieszkać sama i być dla siebie 'Bogiem', nie wiem. Naprawdę nie wiem co miałam w moim 'pustym' łbie, że to zrobiłam. Okej, okej - zdałam egzaminy, poza jednym. OT CO.
Dopiero teraz nabrałam oleju do głowy i doszłam do wniosku, że męczenie się na studiach przez rok, nie ma sensu, jak i to że rzeczywiście mogłam przez ten rok odpocząć, nie męczyć się, pójść do pracy i poszukać tego co chcę w życiu robić. Na dzień dzisiejszy? Nie wiem moi drodzy, nie wiem co mam ze sobą zrobić. Obydwa kierunki jakie zaczęłam, nie spodobały mi się i tak naprawdę nie wiem, co chciałabym robić.
Jednego dnia, chcę być szanowaną BIZNESWOMAN, ale już następnego dnia (o ile nie 5 minut później), chcę być MATKĄ i ŻONĄ, wykonywać jeden z wolnych zawodów i być dla siebie Panem. Potem natomiast przypominam sobie moje dziecięce marzenia i chcę być DZIENNIKARKĄ. Naprawdę nie wiem co chcę w życiu robić i wiecie co? BOLI MNIE TO.
Boli mnie też to, że poza czytaniem książek, gotowaniem, rysowaniem (do którego znów zaczynam się przekonywać, ponieważ zraziłam się do niego, jakieś 4 lata temu, kiedy to wpadłam na pomysł, żeby iść do Liceum Plastycznego zraziłam się i po pół roku, przeniosłam się do 'ogólniaka') i oglądaniem seriali nic mnie nie interesuje. Naprawdę nie ma nic, co było by moją pasją od koniuszków palców u stóp po czubek głowy, co pochłaniałoby mnie tak, że nie myślałabym o niczym innym (no chyba, że spanie, ale za to nie płacą ...).
Tak naprawdę, czuję przez to pustkę w sercu i chciałabym coś takiego znaleźć. Nie ma rzeczy, o której mogłabym powiedzieć, iż UWIELBIAM TO ROBIĆ. Wszystko co robię w życiu, mogę nazwać tym, iż LUBIĘ, ale nie KOCHAM, nie UWIELBIAM - LUBIĘ.
Czy to nie pospolite?
Interesuję się modą - fakt, lubię czytać na ten temat, lubię kombinować z ubraniami i lubię oglądać pokazy, ale tylko LUBIĘ, cholera jasna.
Nie wiem jak mam znaleźć pasję i nie wiem w jaki sposób realizować się w tym.
Siedząc w domu, od rana do nocy, ponieważ zrobiłam sobie wolne od uczelni na tydzień, z powodu problemów z moim lichym zdrowiem, przechodzę ze stanu totalnego załamania, do stanu radości i upojenia rzeczywistością. Czasem zastanawiam się też, czy przypadkiem nie mam już menopauzy, ale to chyba niemożliwe, skoro mam tylko 20 lat ...
CHOLERA jasna, tak bardzo chciałabym w końcu znaleźć coś, co kocham robić - naprawdę, ale serio ... Nie wiem od czego zacząć? Ludzie w wieku 20 lat mają już sprecyzowane upodobania, wiedzą co chcą robić do końca życia, wiedzą jak żyć ...
No właśnie, nasuwa mi się tu - JAK ŻYĆ PANIE PREMIERZE?! JAK ŻYĆ?!
No nic. Koniec smęcenia, idę pooglądać ubrania na allegro, może poprawię sobie jakoś humor, w tak błahy i codzienny sposób, jakim są zakupy - nawet te online. A Wy? Często kupujecie na allegro? I czy też czasem czujecie taką nieprzeniknioną pustkę i chcecie znaleźć jakąś pasję?