czwartek, 15 grudnia 2011

ABSURDY DNIA CODZIENNEGO, czyli jak to żyje się w wielkim mieście.

Jadąc dziś na zajęcia autobusem, na które pierwszy raz od początku roku akademickiego nie spóźniłam się, zastanawiało mnie, jakim absurdem jest nakłanianie nas do jeżdżenia autobusami, na rzecz porzucenia samochodów. Toć to głupota, śmiem twierdzić.
Przecież autobusy są wypchane po brzegi, począwszy od 6 rano do 17 w południe. Ciężko jest wsiąść również do tramwaju o godzinie 19, kiedy to kolejna zmiana kończy pracę. 
Okej, okej korki, ale szczerze? Wolę jechać w korku, siedząc, grzejąc tyłek, słuchając muzyki i niekoniecznie być pchaną z każdej strony przez ludzi, którym ANI SIĘ ŚNI, żeby chociaż trochę posunąć się w lewo ( chociaż tam miejsca jest sto razy więcej ). Powiecie mi o spalinach, ale naprawdę, w dzisiejszych czasach, wszędzie są spaliny, zanieczyszczenia i inne tym podobne, więc i serio wolę jeździć samochodem. Poza tym, iż nie mogę doczekać się czasu, kiedy w końcu odbiorę swój świstek i będę mogła podróżować po pięknym Krakowie samochodem. 
Okej, komunikacja miejska dojeżdża wszędzie, ale proszę Was ... Czy te autobusy nie mogły by jeździć chociaż co 5 minut częściej? Naprawdę podróżowanie wypchanym autobusem, z ludźmi, których niekoniecznie mam ochotę dotykać, w ciekawych zapachach i zachowaniach, naprawdę mi nie leży. Można tego problemu uniknąć, ale po co? Niech się ludzie męczą, my radni i posłowie MAMY SAMOCHODY i pomimo tego, że będziemy propagować jazdę komunikacją miejską na pokaz, to i tak prywatnie pojedziemy samochodem. 
Druga sprawa, która NAPRAWDĘ JEST DLA MNIE ABSURDEM, to kolejność wsiadania i wysiadania, wchodzenia i wychodzenia. 
LUDZIE DRODZY! 
NAJPIERW SIĘ WYCHODZI, następnie WCHODZI! 
To, że wepchniesz się do autobusu nim wszyscy wysiądą, ani nie przyśpieszy, dojazdu autobusu na miejsce, ani nie pomoże nikomu, w walce o wolne miejsca.

Trzecia irytująca mnie rzecz, w dniu dzisiejszym jest to co dzieje się za oknem. GDZIE JEST ŚNIEG, ja się pytam?! No gdzie? Bo nie widzę go w Krakowie, w Bydgoszczy też o nim nie słyszeli,  ze znajomych mi źródeł wiem, że i na północy kraju, też go nie ma. 
Naprawdę dzień dzisiejszy, jest dla mnie złym dniem i marzę tylko o tym, żeby się skończył, ale nie, po co ... Na 20 jadę do pracy. Do godziny 1 będę odmarzać, ale czego się nie robi, dla pieniędzy. Studenci są naprawdę tanią siłą roboczą, bo łatwo ich przymusić do tego, żeby pracowali w karygodnych warunkach, za niskie stawki ... Mi się trafiło nie najgorzej, 40 złotych za 4h pracy, to jednak nie jest zła stawka ( patrząc na to, że pracowałam za 6 zł/h całe wakacje, to naprwdę szczyt marzeń) . 

Naprawdę moje dzisiejsze nastawienie do życia, oceniam na -150349, a tym bardziej nie pomaga mi myśl, iż całe najbliższe 3 dni, spędzę ucząc się na kolokwium, pisząc pracę zaliczeniową, poprawiając starą pracę ... AH! Żyć nie umierać! 
Jeszcze tylko 5 dni i wrócę do Bydgoszczy, najem się przysmaków mojej mamy, spotkam się z przyjaciółkami i odetchnę od szarej Krakowskiej codzienności (naprawdę kocham Kraków, ale kiedy nie ma mnie w domu, ponad 1,5 msc. tęskno mi za moim miastem rodzinnym). 
Cóż mam poradzić. Podążam zrobić sobie gorącą kawę, a potem się szykuję i idę do pracy. 



PS Przepraszam za to, że ta notka tak przygnębiająca, pełna wyrzutów i złości, ale musiałam to gdzieś wyrzucić, a nie chcę znowu marudzić mojemu K. ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz